♥ Rozdział 67 "Chciałaś mnie zabić?!" ♥

**Mason**

Nie przypuszczałem ,że kiedykolwiek będę mógł stać się tak szczęśliwy jak jestem teraz. Wszelkie zmartwienia i żale ,które trzymałem głęboko w środku rozpłynęły się teraz niczym mgła ,a zastąpiło je czyste uczucie miłości. Tak, byłem na zabój i nieodwołalnie zakochany we wspaniałej dziewczynie ,która zgodziła się za mnie wyjść wczorajszego wieczoru. Gdy tylko zamykałem oczy widziałem jej piękne brązowe oczy patrzące na mnie ,zawsze w ten sam ,tak dobrze znany mi sposób ,jej olśniewający uśmiech i rumieniec na policzku. Nie wiem co się stało ,kiedy to się stało. Nigdy wcześniej nie kochałem nikogo tak bardzo jak teraz ją.
Usłyszałem jak ktoś wchodzi do pokoju i odwróciłem głowę w stronę drzwi. Ku mojemu zdziwieniu w progu stała Marie. Twarz miała całą czerwoną ,tak samo jak i oczy ,a po policzkach spływały łzy. Raptownie wstałem z łóżka i podszedłem do dziewczynki. Stała przez chwilę i patrzyła na mnie ze smutkiem ,przykucnąłem przed nią ,a ona przytuliła się do mnie.
- Co się stało? - Zapytałem.
- Eddie i Pat są wredni. - Wychlipała w moją koszulę. Zanim spytałem co ta dwójka zrobiła ,wziąłem Marie na ręce i posadziłem na łóżko ,po czym usiadłem koło niej.
- Opowiadaj co się stało. - Powiedziałem. Dziewczyna powiedziała mi o "wrednym" postępku Patrici i Eddiego ,którym było odmówienie jej czegoś co im zaproponowała. Otóż, chciała by Pat i Eddie się pobrali i mieli dziecko.Z każdym jej słowem otwierałem buzie i oczy jeszcze szerzej chodź w pewnym momencie wydawało się to już nie możliwe. Mimo zdziwienia i paniki jakie wypełniały teraz mnie gdzieś tam ,znalazło się też miejsce na ulgę i radość ,że pomimo tego ,że zranili uczucia Marie ,nie zgodzili się na to co chciała. Gdyby jednak było inaczej część mojego umysłu już zaczęła obmyślać plan jakby temu zapobiec.
- Marie ,oni są jeszcze za młodzi na ślub i dziecko. - Zacząłem próbować jej to wszystko wytłumaczyć . Chciałem by chociaż w małym stopniu zrozumiała ,że Patricia i Eddie nie moją się pobrać i mieć dziecka. Jednak ona uparcie starała się postawić na swoim.
- Ale przecież ty i Bella jesteście od nich tylko o dwa lata starsi. - Pożaliła się. - To nie fair.
- Ale ja i Bella jesteśmy pełnoletni ,a Pat i Eddie nie.
- No i co z tego? - Zapytała. - W filmach widziałam jak nie pełnoletni się żenili i mieli dzieci.
- Ale to tylko filmy ,Marie. W prawdziwym życiu jest inaczej.
- Ty też jesteś niedobry! - Krzyknęła podrywając się z miejsca. - Myślałam ,że mi pomożesz ,a ty jesteś po ich stronie! - Oczy znów jej się zaszkliły. Spojrzała na mnie z wyrzutem i wybiegła z pokoju. Pobiegłem za nią. W korytarzu wpadliśmy na Pat. Marie zderzyła się z jej kolanami ,a moja siostra od razu ją przytuliła nie spuszczając ze mnie oczu.
- Dlaczego mi to robicie? - Wychlipała dziewczynka w bluzkę Tifi.
- Marie ,my na serio nie możemy. - Powiedziała wzdychając. Było widać ,że była już tym zmęczona . Pewnie wielokrotnie jej już to tłumaczyła.
- Zabiorę ją do Belli. - Zaoferowałem się. Brunetka kiwnęła głową i odsunęła od siebie Marie.
- Chodź mała. - Powiedziałem biorąc ją za rękę. - Poszukamy Belli.
- Dobrze. - Zgodziła się ,więc poprowadziłem ją przodem ,a Pat zostawiliśmy na korytarzu.

**Patricia**

Zerknęłam jeszcze raz w stronę Masona i Marie ,którzy właśnie znikali za rogiem i odetchnęłam głęboko. Ta cała sytuacja mnie już przerastała. Jak mogłam wytłumaczyć Marie ,że nie możemy przystać na jej prośbę ,bo jesteśmy za młodzi? Dlaczego nie chciała tego zrozumieć?
- Kolacja! - Dobiegł mnie głos Trudy z dołu. Wcale nie byłam głodna ,wcale nie chciałam tam iść ,ale moja nieobecność pewnie zaczęłaby zastanawiać co niektórych. Zeszłam po schodach i poszłam do jadalni. Przy stole zebrali się już prawie wszyscy. Nalałam sobie picia do szklanki i stawiając ją na stole ,usiadłam obok Eddiego.
- Patricio ,Eddie ,dzisiaj wy macie dyżur. - Poinformowała nas gospodyni kładąc ostatnią potrawę na stole.
- Dobra. - Mruknął Eddie ,a ja tylko kiwnęłam głową.
- Naleśniki! - Podniecił się Alfie.  Wywróciłam oczami ,miał 17 lat ,a zachowywał się jak jakiś 5 latek ,albo może uważałam tak tylko przez brak humoru?
Atmosfera podczas kolacji była dość luźna ,pomimo mnie i Eddiego ,każdy śmiał się i uśmiechał od ucha do ucha ,nawet Fabian ,który dotychczas zachowywał się dość nieprzyzwoicie ,teraz wdał się w konwersację z Jake'em i obydwaj właśnie rżeli z czegoś. Przejechałam jeszcze raz oczami po zebranych twarzach. Przy stole nie było tylko Masona ,Belli i Marie. Moje spojrzenie zatrzymało się na Marze. Jej wyraz twarzy trochę mnie zdziwił  i prawdę mówiąc zaniepokoił. Widniał na niej jakiś taki grymas połączony ze złością i smutkiem ,usta miała mocno zaciśnięte ,oczy przymrużone ,a widelec ,który trzymała w dłoni mocno ściśnięty ,jakby próbowała wyżyć się właśnie na nim. Powędrowałam za jej spojrzeniem i w zdumieniu otworzyłam szeroko usta. Takiego widoku to ja się nie spodziewałam. Jerome obejmował kurczowo Joy za ramię i co chwilę skradał małego całusa z jej ust. W mojej głowie pojawiła się masa pytań ,na które za wszelką cenę chciałam znaleźć odpowiedzi. Nie wiadomo skąd za obściskującą się parką pojawił się Rafael.
- Tak ,tak są razem. Dzisiaj wyznali sobie miłość i się pocałowali. Szczerze to myślałem ,że rzygnę ,dosłownie by się połknęli ,gdyby nie Alfie. - Powiedział ,a ja uniosłam brwi ,lecz po chwili je zmarszczyłam nie mogąc wyobrazić sobie tego obrazu Joy i Jerome'a całujących się. - A tak w ogóle to dlaczego ze sobą nie gadacie? - Zapytał blondyn niepostrzeżenie wyrastając pomiędzy mną ,a Eddiem. Dobrze wiedział ,że nie mogłam mu odpowiedzieć na to pytanie ,nie kiedy w pokoju są ludzie ,którzy nie mają pojęcia o jego istnieniu ,więc tylko milczałam. Zerknęłam kątem oka na Eddiego. Opierał podbródek na wierzchu dłoni i patrzył w przestrzeń zupełnie odcięty od świata.- Dobra nie chcesz mówić ,to nie. - Odezwał się Wayland i zniknął. Nie bardzo mnie on teraz obchodził ,więc nawet nie obdarowałam go jednym spojrzeniem.
- Willow! - Wrzasnął niespodziewanie Lewis.
- O matko przepraszam! - Powiedziała zakrywając sobie usta ręką. Wszystkie oczy były teraz skierowane na rudowłosą i ciemnoskórego ,który patrzył przerażony na swoją białą bluzkę z czerwoną plamą.
- To moja ulubiona bluzka! - Pożalił się. - Jak mogłaś wylać na nią poncz!?
- Ja na prawdę nie chciałam!
Tylko Amber wydawała się usatysfakcjonowana tym przedstawieniem ,nie mogła tego ukryć. Ciągle czuła coś do Alfie'go ,a widzenie go miziającego się z inną było dla niej ciosem prosto w serce. Jednak teraz ,kiedy istniała szansa ,że Willow i Alfie się pokłócą ,wydawała się zadowolona. Nie gadałam z nią ,ciągle jeszcze się nie pogodziłyśmy ,więc nie wiedziałam czy wiąże jakieś plany z odzyskaniem Alfie'go czy też nie. Po jej pokerowym wyrazie twarzy stwierdziłam jednak ,że tak.
- Ta plama nie zejdzie! - Krzyknął znów Lewis ,a w jgo oczach zobaczyłam coś czego się nie spodziwałam. Łzy. Serio? O bluzkę? Matko.
- No właśnie Willow. - Odezwała się Amber. - Bardzo nie ładnie z twojej strony ,tak wylewać picie na ulubioną bluzkę Alfiego.- Rudowłosa nie wiedziała co powiedzieć ,patrzyła to na Alfiego to na Amber z otwartą buzią. Po chwili jednak wstała i wybiegła z pokoju. I pomyśleć ,że ten cały cyrk tylko o bluzkę. Ehh...Pewnie Willow zaszyje się teraz gdzieś w kącie i zaczne płakać ,jak to ona. Spojrzałam na Amber ,miała szeroki uśmiech na twarzy i właśnie podnosiła się z krzesła.
- Chodź Alfie. Pomogę ci to sprać. - Oznajmiła. Chłopak ciągle jeszcze zdenerwowany nie wiedząc co robi kiwnął głową i powędrował za blondynką.
- Nie wróżę z tego nic dobrego. - Mruknęła Joy ,a z jej gardła wydobyło się głębokie westchnienie.
- Ja również. - Poparłam ją. - Przewiduję ,że Amber będzie próbowała zdobyć teraz Alfiego na nowo ,a Willow będzie cierpieć ,bo pewnie Alfie jej ulegnie.
- On po prostu nie wie czego chce. - Wtrącił Jerome.
- Dziwisz się mu? Po prostu czuje coś do dwóch dziewczyn ,nie ma nic w tym złego. - Odparłam. Ktoś obok mnie prychnął. Nie musiałam się odwracać ,żeby mieć pewność ,że to był Eddie. Wiedziałam ,że jest na mnie zły ,ale za co? Przecież nic mu takiego nie zrobiłam.- O co tobie chodzi? - Zapytałam odwracając głowę w jego stronę.
- O nic ,a o co ma mi chodzisz? - Odpowiedział chłodno. Wszyscy jakby zaalarmowani zaczęli  ewakuować się z pokoju. Po chwili zostaliśmy sami. Wstałam i zaczęłam zbierać talerze ,nie zwracając uwagi na chłopaka.
- Pat sorry. - Odezwał się Miller ,kiedy zanosiłam naczynia do kuchni. Podążył za mną.
- Za co mnie przepraszasz? Przecież nie masz za co. - Odparłam.
Westchnął ciężko.
- Pat...
- Przymknij się i dyżuruj ,nie będę tego sama robić. - Przerwałam mu rzucając w niego kawałkiem mięsa. Poszłam z powrotem do jadalni ,żeby zebrać resztę talerzy i nieskończonych potraw ,a Eddie poszedł za mną. Ciągle próbował coś powiedzieć ,a ja skutecznie go uciszałam co chwile to rzucając czymś w niego. Brałam w ręce różne rzeczy ,nie patrząc nawet co to jest. W jednej chwili serce mi ustało ,kiedy spostrzegłam ,że przedmiot ,który rzuciłam to szklany ,ciężki talerz. Na szczęście Eddie odskoczył w bok ,a naczynie uderzyło o ścianę i rozprysnęło się na tysiące malutkich kawałeczków. Blondyn spojrzał na mnie z
szeroko otworzonymi oczami. Widząc ,że nic mu nie jest wzięłam kolejny przypadkowy przedmiot i zamachnęłam się na niego ,jednak skutecznie zapobiegł kolejnemu rzutowi. Podszedł i złapał mnie za rękę ,po czym wpił się w moje usta.
Od razu przestałam się na niego gniewać o ile ,w ogóle był powód ,żeby by się gniewać. Tak czy inaczej moja złość uleciała jak powietrze z przebitego balona.
- Jesteś idiotą. - Powiedziałam ,kiedy odsunął się ode mnie. Nie czekając na jego odpowiedź zaczęłam kierować się w stronę holu.
- Też cię kocham. - Zawołał za mną. Wyszłam na korytarz i stanęłam w progu. K.T właśnie siłowała się z walizką na schodach.
- Pomóc ci? - Zapytałam.
- Nie, dam radę. - Odpowiedziała ponuro. W tym samym momencie do holu weszła Trudy. Nie wyglądała na szczęśliwą.
- Taksówka już jest, Gwiazdko. - Powiedziała i uściskała Kare. Dziewczyna tylko skinęła głową i nie kłopocząc się by pożegnać się ze wszystkimi ,wzięła swoją walizkę i wyszła z domu. Poczułam smutek, ale i jednocześnie ulgę. Wiedziałam ,że nie będzie już mogła nic zniszczyć ,ale wiedziałam ,że opuszczanie domu Anubisa ,tylko dlatego ,że się wpadło ,to za duża kara.

CDN...

Bardzo mi smutno ,że pod poprzednim było tylko 11 komentarzy ,więc jeżeli chcecie następny to pod tym musi byś co najmniej 20. Zapraszam również na bloga ,na którym pracuję od wczoraj : http://housee-of-anuubis.blogspot.co.uk/ ,pojawił się już na nim prolog.

Patricia Miller

27 komentarzy:

  1. super chce wiecej peddie plisssss kocham twojego bloga szybko stawiaj next>>>>>>>>>>>>>>>>>>>. <3<3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  3. jejciu ten kiss <33
    bardzo mi się podobał ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały!!
    Nie mogę się doczekać kolejnego!<33

    OdpowiedzUsuń
  5. Super. Czytałam wczoraj ok. 2 w nocy i z trudem powstrzymywałam się od śmiechu :)
    Patty żucająca w Eddiego - bezcenny widok

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny rozdział, choć pod koniec było mi smutno, że K.T wyjechała. Jak widzę jesteś fanką Pamiętników Wampirów tak jak ja :D
    Jeśli mam Ci coś o nich powiedzieć- cieszę się jak głupia, że Bonnie żyje, choć jej życie to teraz takie małe piekło biorąc pod uwagę to, że jest tą kotwicą. Ale to nie blog o PW!
    Rozdziały twoje ubóstwiam i czekam na kolejne :)

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ze wiesz jeżeli o to chodzi to ja tylko dodaje z nich gify ale masz racje ,uwielbiam ten serial.

      Usuń
  7. Rozdział wyszedł ci ... Po prostu cudo . Znowu krótko ,bo przez komórkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniałe, dawaj next!! Bo wiesz: woda i soczek, woda i soczek... i kompocik (prawa autorskie)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny! Jak zawsze... xxD Kolejny!! <33

    OdpowiedzUsuń
  10. Ohh...Oddasz Troszęczkę Talentu? /Tifi

    OdpowiedzUsuń
  11. Brilliant ! Cudny jak wszystkie <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Komentuję tu chyba pierwszy raz, ale czytam od bardzo dawna.
    Rozdział jak zwykle genialny. Pod ostatnim było mało komentarzy pewnie przez to, że wszyscy są zbyt leniwi, by skomentować taki talent ;* to nie miało sensu, ale co tam ;p
    Co do rozdziału:
    Marie jest słodka *.* co z tego, że teraz akurat się obraziła na pat i Eddiego, jest urocza!
    Peddie <333 Kocham ich, choć jak Pat była z Fabianem, też było całkiem spoko.
    Szkoda mi trochę KT. Nienawidzę jej, ale tak troszku przykro, że wyjeżdża...
    Mara zazdrosna o Jeroma? I dobrze jej tak (jej też nie lubię xd)
    Alfie powinien być nadal z Willow. Lubię Amfie, ale Allow/Walfie jest takie bardziej dopasowane?
    Czekam na następny ;*****
    PS. Wspaniała playlista *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG ,dziękuje <333 To takie miłe z twojej strony. Hehe ,a co do playlisty ,to są wszystkie moje ulubione piosenki ,co znaczy ,ze mam jednak dobry gust xD Skoro komuś się ona podoba. Hihihi ;D

      Usuń
  13. Jej... kocham twoje opowiadania ;)
    Narzekasz na 11 komentarzy, a ja nie mam ani jednego ;c
    http://the-mistical-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. super czekam na nexta szkoda trochę mi marie uparta dziewczynka

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowny!!
    Przepraszam ,ze dopiero teraz go komentuje ,ale bylam u cioci przez te dwa dni i nie udalo mi sie wejsc na tego bloga. Nawet nie wiem dlaczego nie moglo wejsc :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam twojego bloga!!! Moim zdaniem masz taki talent że spokojnie mogłabyś pisać książki! Ta historia jest naprawdę wciagajaca. Przeczytalam całe 3 sezony w ciągu 3 dni. Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów! Pozdrawiam ;** / Wiki

    OdpowiedzUsuń
  17. Chcesz wiedzieć, co Nina sądzi na temat kłamstw Fabiana? Przeczytaj [19] część pt. „Nienawidzę Cię” na: http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/12/stracone-marzenia-nienawidze-cie-19-by.html Liczę na opinię *_~

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."