♥ Rozdział 63 "Naprawdę nie ma się Pan o co martwić."♥

**Patricia**

Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Nawet teraz nie mogłam zasnąć. Eddie już spał słodko pochrapując ,nie było to coś wkurzającego ,przynajmniej dla mnie. To raczej mnie uspokajało i odprężało. Burza już zdążyła się nieco uspokoić ,jednak deszcz cały czas jeszcze obijał się o okno ,a czasami można było usłyszeć ciche wyładowanie.
Na raz do drzwi rozległo się pukanie do drzwi. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Eddiego ,na szczęście to go nie obudziło. Zczołgałam się z łóżka i założyłam szlafrok. Podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Doznałam szoku.
- Trudy? Co ty tu robisz?
- Tylko sprawdzam co się dzieje. - Odparła składając ręce na piersi. - Obchodziłam własnie pokoje...
- O 3 w nocy? - Zdziwiłam się.
- Tak o 3 w nocy...No i Eddiego nie było w pokoju...i sprawdzam gdzie je...
- Jest u mnie. - Przerwałam jej. Gdybym skłamała ,a ona dowiedziała się prawdy to nie byłoby za ciekawie.
- A co on tu robi? Gdzie Mason?
- Masona nie ma ,nie mam pojęcia gdzie jest, a Eddie? Śpi. - Rozchyliłam drzwi ,zerknęła w głąb pokoju.
- I co to tyle? Po prostu śpi? - Była nieco podejrzliwa.
- Tak ,nie chciałam być sama więc przyszedł.
- I nic się nie dzieje?
- A co miałoby się dziać?
- Nie ważne ,ale bądźcie ostrożni ,bo nie chciałabym dowiedzieć się jakiejś rzeczy za parę dni. - Dobrze wiedziałam o co jej chodzi jednak postanowiłam grać ,że nie mam o tym pojęcia.
- Nie rozumiem.
- Najlepiej nie posuwajcie się do stopnia niekoniecznego ,bo nie jest.
- Udam ,że wiem o co ci chodzi.
- Dobrze.
Odetchnęła z ulgą.
 - Będę miłą opiekunką i nie obudzę go by wrócił do siebie ,ale macie być grzeczni jasne?
- Jasne ,jasne.
Skinęła głową i zniknęła w ciemnym korytarzu. Westchnęłam ciężko i zamknęłam drzwi ,po czym znów położyłam się na łóżko. Znów zaczęłam wpatrywać się w sufit ,nawet nie wiem kiedy zmorzył mnie sen.

Obudziłam się wcześnie rano. Eddie jeszcze spał przykryty kołdrą po samą głowę. Wstałam po cichu uważając by go nie obudzić i udałam się do łazienki zabierając ze sobą ciuchy ,które miałam zamiar założyć. Powoli ubrałam się ,uczesałam włosy ,które były bardzo rozczochrane ,po czym umyłam twarz i nałożyłam na nią lekki make up. Wróciłam z powrotem do pokoju i pocałowałam Eddiego w czoło. Nie chciałam go budzić by poinformować ,że wychodzę. Chciałam zrobić sobie spacer. Potrzebowałam tego. Wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach ,a następnie wciągając na siebie swoją kurtkę ,którą dotychczas trzymałam w ręku wyszłam z domu.

Ani chodniki ,ani trawa jeszcze nie wyschły po minionej burzy. Samotne kropelki deszczu wciąż spływały z liści tutejszych drzew ,czasami opadając na część mojej twarzy ,kurtkę czy włosy. Mimo to było przyjemnie. W lesie zawsze czułam się swobodnie. Lepiej niż w jakimś innym miejscu. Jednakże dzisiaj coś było nie tak. Czułam tu czyjąś obecność. Nie wiedziałam jednak co to było. Stanęłam i rozejrzałam się dookoła lecz nim spostrzegłam ktoś przyłożył mi nóż do gardła. Dziwiłam się sobie ,że nie krzyknęłam.
- Co taka śliczna ,młoda dziewczyna robi sama w lesie o tak wczesnej porze? - Usłyszałam za sobą zachrypnięty głos. To był mężczyzna. Jednak po chwili znów byłam wolna. Nóż opadł na ziemie ,a ja usłyszałam tylko głuchy huk. Odbiegłam natychmiast kawałek i odwróciłam się. Po czym doznałam szoku. Tam nie było jednego mężczyzny ,tylko dwóch. Mój jak myślałam napastnik leżałam na ziemi ,kompletnie nie przytomny ,ale nie o niego się martwiłam w tym momencie. Ten drugi patrzył się na niego tak jakby chciał się upewnić ,że ten nie wstanie. Zza  jego pleców wystawały dwa jakby można to nazwać...sztylety? Był ubrany cały na czarno ,zza kaptura ,który miał na głowie wystawało tylko kilka lokowanych włosów. Na skórze ,dokładnie tam gdzie guziki jego koszuli były rozpięte widać było tatuaże. Nie znałam go. Miałam ochotę uciekać. Jednak on mi pomógł ,ale kim był?
Spojrzałam z powrotem na jego twarz ,która teraz była skierowana na mnie. Wpatrywał się we mnie swoimi oczami ,których brawa nie była widziana codziennie. Były złote i to dosłownie.
- Kim jesteś? - Spytałam drżącym głosem cofając się kilka kroków.
- Nie podziękujesz mi nawet za to ,że cię uratowałem? - Odpowiedział mi pytaniem na pytanie przechodząc nad mężczyzną leżącym na ziemi i zbliżając się do mnie wolnym krokiem. Ja cały czas się cofałam ,dopóki na mojej drodze nie stanęło drzewo.
- Kim jesteś!? - Podniosłam głos.
Zaśmiał się. Co go śmieszyło?
- To dość długa historia. Chodź ze mną to ci wszystko wyjaśnię.  - Wyciągnął rękę w moją stronę. Nie miałam zamiaru jej chwycić. Nigdy!
- Nigdzie z tobą nie pójdę!
- Tutaj nie jest bezpiecznie. Sama widzisz. - Skinął głową na mężczyznę. - Patricio musisz mi zaufać.
- Skąd znasz moje imię?!
- Jak już mówiłem to długa historia. Chodź ze mną.
- Gdzie chcesz iść? - Spytałam.
- Nie wiem. Z daleka stąd. Tu nie jest bezpiecznie ,a ja nie chcę ,żeby coś ci się stało.
- Dobrze ,ale pójdziemy tam gdzie ja chcę. - Zażądałam.
Westchnął.
- Jeśli tego chcesz.
Poszłam przodem. Co jakiś czas odwracałam się oczywiście ,by sprawdzić czy chłopak ciągle tam jest i czy nic nie kombinuję. Szedł za mną z rękami schowanymi w kieszeni spodni.

Doszłam do parku. Jak na tak wczesną godzinę bardzo dużo ludzi w nim było. Głównie właściciele i ich psy ,ale to mi wystarczyło. Chciałam porozmawiać z nim gdzieś gdzie mam pewność ,że raczej nic mi nie zrobi ,bo byłoby zbyt dużo świadków.
Usiadłam na ławce ,a chłopak rozglądając się dookoła zaraz obok mnie.
- A więc mów. Skąd się tam wziąłeś ,skąd znasz moje imię i dlaczego wyglądasz właśnie ,tak? - Powiedziałam do niego.
- No dobrze ,więc... - Zaczął. - Może najpierw się przedstawię...jestem Rafael. - Wyciągnął do mnie rękę ,jednak ja nie miałam zamiaru jej chwycić więc ją opuścił.
- Czyli Rafi.
Puścił mój żart mimo uszu.
- Możesz mi wierzyć czy nie ,ale jestem tak jakby twoim stróżem.
Zmarszczyłam czoło.
Poznałam w swoim życiu już dużo dziwnych zjawisk ,ale o aniołach stróżach jeszcze nie słyszałam.
- Co masz na myśli?
- Moim zadaniem jest ciebie chronić. Robię to od ,kiedy się urodziłaś.
- Dlatego zawsze wychodziłam cało z jakiejś niebezpiecznej sytuacji? - Spytałam.
- Prawie zawsze. - Odpowiedział rozciągając się.  - Czasami to był tylko zwykły fart.
- Byłeś przy mnie cały czas?
- Tak. Zawsze cię obserwowałem ,nawet wczoraj jak no wiesz...zabawiałaś się ze swoim chłopakiem. - Zaczął się śmiać.
- Co?! - Krzyknęłam. - Ale z ciebie zboczeniec! - Z całej siły zamachnęłam się i uderzyłam w czubek głowy.
- No sorki ,sorki.
Nie widziałam by mój czyn zabolał go chociaż trochę. Może był  bólo odporny czy coś?

Każdy człowiek który przechodził obok nas dziwnie się na mnie patrzył. Ale dlaczego na mnie skoro to nie ja byłam ubrana jak gangster?
- Dlaczego ludzie się tak na mnie patrzą? - Spytałam Rafaela.
Wzniósł oczy ku niebu.
- Zastanawiają  się dlaczego gadasz do siebie.
- Do siebie? - Zdziwiłam się. - Przecież gadam do cieb...Chwila! - Nagle mnie olśniło. - Czy tylko ja ciebie widzę?
Kiwnął głową.
- Dokładnie. Tylko ty mnie widzisz i słyszysz.
- Dlaczego?
- Bo ja tak chcę. Gdybym chciał każdy w tym parku by mnie widział.
- Nie dziwię się ,że nie chcesz by ciebie widzieli. Każdy tak ubrany by się siebie wstydził. - Zauważyłam.
- Ty powinnaś się siebie wstydzić. Wszyscy biorą cię za chorą psychicznie.
- Przez ciebie.
Pokręcił głową z uśmiechem.
- Nie rozumiem. - Przyznał. - Jak możesz zachowywać się przy mnie tak swobodnie? Nawet mnie nie znasz...
- Za to ty znasz mnie pewnie jeszcze lepiej niż ja sama. - Zgadłam.
- Masz rację...W końcu czytam w twoich myślach ,zresztą jak każdego.
- Moje myśli to ty zostaw w spokoju! - Warknęłam.
Uniósł ręce ku górze w geście obrończym.
- Będę się starał ,a teraz powiedz. Dlaczego jesteś taka spokojna?
- Nie jesteś pierwszym specjalnym człowiekiem z jakim przyszło mi się spotkać.
- No tak. - Westchnął radośnie. - Osirion - twój chłopak ,Wybrana -  twoja przyjaciółka ,Potomek Tutenchamona - Twój brat...
Teraz to ja pokręciłam głową w zdumnieniu.
- Czy jest coś czego nie wiesz?
- Nie wiem nic o twoich uczuciach. Poza tym wiem wszystko.
Zamilkliśmy. Chłopak podniósł mały kamień i zaczął go okręcać w palcach.
- Skoro byłeś ze mną od mojego urodzenia dlaczego dopiero teraz się ujawniłeś? - Zapytałam przerywając ciszę.
Wzruszył ramionami zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Może uznałem ,że po prostu przyszła na to pora? Nie chciałem całe życie się przed tobą ukrywać.
Zastanowiłam się przez chwilę zanim mu odpowiedziałam. Miałam świadomość ,że dowiadując się faktu ,że mam "stróża" ,sprawy znów mogłyby się pokomplikować. Trzeba było jednak myśleć pozytywnie.
- W sumie to dobrze ,że zrobiłeś tak ,a nie inaczej. - powiedziałam w końcu. W tym samym czasie komórka na dnie kieszeni mojej kurtki rozdźwięczała się. Chwile mi zajęło zanim udało mi się ją znaleźć i nacisnąć zieloną słuchawkę.
- Słucham?
- Pat ,gdzie ty jesteś? Obudziłem się rano ,a ciebie nie było. - W słuchawce zabrzmiał zaniepokojony głos mojego chłopaka. Wiedziałam ,że będzie się o mnie martwił.
- Spokojnie ,wyszłam się przejść. Niedługo wrócę.
- Ale wszystko jest ok? - Jego pytania i zachowanie można było uznać za obłęd ,jednak w ten sposób udowadniał mi jak bardzo mu na mnie zależy i to mnie cieszyło.
- Tak wszystko jest ok. - Zapewniłam. - Nie martw się.
- No dobrze. - od razu wydawał się spokojniejszy. Żałowałam ,że gdy wychodziłam nie zostawiłam żadnej kartki by go o tym poinformować.
- To do zobaczenia.
- Pa.
Rozłączyłam się i schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Spojrzałam w stronę chłopaka ,wciąż siedział obok mnie na ławce i przyglądał mi się w osłupieniu.
- No co? - Spytałam ,nie rozumiejąc po co to robi.
- 'Niedługo wrócę' ,'Nie martw się'. - zaczął przedrzeźniać sposób ,w który rozmawiałam z Eddiem. Zdenerwował mnie tym.
- O co tobie chodzi?! - Niemal krzyknęłam. Dziadek ,który siedział na ławce z 10 metrów od nas aż się na mnie spojrzał. Wiem. Pewnie wyglądałam jak kretynka wrzeszcząc na kogoś kogo obok mnie nikt nie widzi oprócz mojej osoby!
- O nic. - odpowiedział niewzruszony ,po czym wstał i podał mi rękę. Ignorując jego gest podniosłam się i stanęłam obok niego.
- Dokąd idziemy teraz? - zapytałam.
- Do domu. Przecież twój chłoptaś się martwi. - odparł ruszając przodem.
- Ma na imię Eddie i przestań się zachowywać tak jakbyś go nie lubił ,bo nawet go nie znasz. - Zauważyłam. Gdyby był to ktoś inny takie nastawienie wzięłabym za czystą zazdrość ,ale to przecież był Rafael ,człowiek jeżeli mogę tak o nim powiedzieć ,bez serca .Przynajmniej taką postać próbował przybrać. Poza tym dlaczego niby miałby być zazdrosny?
- Patty znam wszystkich ,z którymi mieszkasz.  - powiedział zerkając w moją stronę. - Tyle czasu ile ty z nimi spędzałaś ,tyle czasu i ja z nimi spędzałem.
- A no tak. Zapomniałam ,że żadna myśl się przed tobą nie ukryję. - wywróciłam oczami. Stanął na chwilę i pozwolił mi się dogonić. Kontynuował marsz dopiero po tym jak zrównałam się z jego krokiem. Żadne  z nas teraz się nie odzywało. Miałam kilka pytań ,które chciałam mu zadać. Jednak nie mogłam zdobyć się na odwagę. Spojrzałam na niego niby to od niechcenia. Znów schował ręce do kieszeni i zgarbił się lekko ,a jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
- Masz jakieś nazwisko? - Wypaliłam nagle. Ciekawość wzięła górę. - Wiem tylko tyle ,że masz na imię Rafael ,a nazwisko?
- Wayland. - odpowiedział krótko na moje pytanie ,po czym zamilkł.
- Skąd jesteś? - mimo jego widocznego niechcenia ,kontynuowałam.
- Stąd.
Ucichłam. Definitywnie nie miał humoru. Porównując jego teraźniejsze zachowanie do poprzedniego ,można było przyznać ,że diametralnie się zmieniło w ciągu tych kilkudziesięciu minut. Przez myśl przeszło mi nawet czy aby na pewno to nie była moja wina ,ale przecież nie zrobiłam nic złego ,prawda?
Rafael stanął przed drzwiami akademika ,po czym spojrzał na mnie i zrobił krok w bok. Stwierdziłam ,że tym gestem pokazuje mi iż mam iść pierwsza. Tak zrobiłam. Powoli weszłam po małych stopniach i złapałam klamki. Kątem oka zerknęłam jeszcze na blondyna. Wpatrywał się teraz w swoje stopy ,a czarny kaptur i jasne włosy kompletnie zakrywały jego twarz. Uchyliłam drzwi i zostawiając je otwarte weszłam do środka. Od razu owiało mnie przyjemne ciepło. Na dworze było dość zimno więc różnica temperatury była bardzo odczuwalna. Odwróciłam się w stronę wejścia myśląc ,że Rafael również stoi już w holu ,ale dopadło mnie rozczarowanie. Jego tam nie było. Rozejrzałam się jeszcze po pomieszczeniu ,ale pusto. Byłam sama. Pewnie znów zrobił się niewidzialny ,pomyślałam wzdychając. Ściągnęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaku ,po czym powędrowałam do salonu. Nie było tak nikogo z wyjątkiem Belli siedzącej na kanapie i czytającej książkę. Była tak pochłonięta lekturą ,że chyba raczej nie zauważyła ,jak wchodzę do pokoju. Postanowiłam zajść ją od tyłu i przestraszyć.
Odskoczyła jak oparzona i odwróciła się w moją stronę.
- Patricia! Nie rób tak więcej!
Zaśmiałam się i usadowiłam na kanapie obok niej.
- Ok ok.
- Eddie cię szukał ,widziałaś się z nim? - Spytała zamykając książkę.
- Nie. Dzwonił do mnie nie dawno. Później do niego pójdę. - odpowiedziałam.
- A wiesz może gdzie jest Mason?
- Nie wrócił jeszcze? - Zdziwiłam się. Nie wrócił na noc i do tej pory go nie było? Zmartwiło mnie to trochę.
- Co masz na myśli mówiąc 'jeszcze'?
- Od wczoraj go nie widziałam.
- O matko! - Krzyknęła przerażona. - A co jeśli mu się coś stało?! Muszę go znaleźć!
Zanim zdążyłam zaoponować dziewczyna wybiegła z pokoju. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam zastanawiać się gdzie mógłby być mój brat.
- Myślę ,że obie za bardzo się przejmujecie. - Usłyszałam znajomy głos tuż obok mnie. Podniosłam głowę i spojrzałam w bok. Nie wiadomo skąd obok mnie siedział Rafael.
- Mógłbyś mnie chociaż ostrzec ,kiedy masz zamiar się łaskawie pojawić i ,kiedy masz zamiar zniknąć. - Odparłam drętwo.
- Oj tam ,oj tam. - Wyciągnął się na kanapie kładąc nogi na stół.
Westchnęłam. W tym momencie działał mi na nerwy swoją nonszalancją i zachowaniem bad boya.
- Przestań się tak zachowywać! - Wrzasnęłam po chwili nie wytrzymując.
- Cicho ,bo cię jeszcze ktoś usłyszy i weźmie za chorą psychicznie. - Odrzekł jakby zupełnie nie obchodziło go to co do niego powiedziałam. Jego uśmieszek mówił sam za siebie. Bardzo ,ale to bardzo śmieszyła go moja postawa do tej sytuacji. W tej chwili miałam ochotę mu przywalić ,jednak się powstrzymałam.
- Wiesz co masz rację. Nie będę gadać z tobą ,nie chce się głupotą zarazić. - Mruknęłam.
- I ,że to niby ja jestem głupi?!
- Nie ,koziołki. - Odpowiedziałam wywracając oczami. Oczywiście to był sarkazm.
- To ty spacerowałaś sobie sama po lesie i to jeszcze tam gdzie nie powinnaś!
- Czyli ,że to teraz ja jestem głupia?!
- Nie, koziołki. - Powiedział uśmiechając się od ucha do ucha. Zdawał sobie sprawę z tego ,że przedrzeźniając mnie ,działał mi jeszcze bardziej na nerwy.
- Weź wyjdź! - Wskazałam na drzwi. Zmarszczył czoło na uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Nie. - Odparł składając ręce na piersi. - Ty wyjdź.
- A żebyś wiedział ,że wyjdę! - Krzyknęłam ,po czym wstałam.
- Ee ,do kogo ty mówisz? - Zapytał Eddie ,który nie wiedziałam od jak dawna stał w drzwiach. Na powrót usiadłam ,nie mając pojęcia co powiedzieć. Rafael natomiast śmiał się w niebo głosy.
- No to teraz masz problem kochana. - Powiedział. - Twój kochaś będzie pierwszym ,który uzna cię za chorą psychicznie. Zresztą już się zastanawia co cię napadło.
Dużo mnie kosztowało by teraz nie skomentować tego co powiedział.
- No ,ja właśnie...gadałam przez telefon. - Wymyśliłam na poczekaniu - Ale to nie ważne...Zobacz...wróciłam. Już jestem.
- Pogrążasz się dziewczyno. - Zaśmiał się Wayland. Tak bardzo chciałam ,żeby teraz go tu nie było.
- Tak ,widzę i się cieszę. - odparł Eddie na wcześniej wypowiedziane przeze mnie słowa ,stawiając powoli kroki w moim kierunku. Stanął jakieś dwa metry ode mnie ,było to dla mnie zbyt daleko. Wstałam i podeszłam do niego bliżej i łapiąc go za rękę splotłam nasze palce.
- Coś czuję ,że za chwilę wyrzygam tęcze. - Mruknął niezadowolony Raf patrząc się na nas z obrzydzeniem i podparł brodę na pięści. Już chciałam mu powiedzieć ,że jeżeli chce to nie musi patrzeć ,ale Eddie cały czas tutaj był ,więc nie mogłam się odezwać na ten temat ,póki on nie wiedział o istnieniu Rafaela.
- Eddie ,czy moglibyśmy gdzieś iść? Nie bardzo podoba mi się ten salon. - Powiedziałam powoli dokładnie mierząc każde wypowiedziane słowo. Chłopak zmarszczył czoło i zapytał:
- Od ,kiedy to nie lubisz tego pokoju?
Zamilkłam. Może jednak nie powinnam proponować wyjścia z salonu? Niestety ,nie miałam pojęcia jaką sensowną odpowiedź mogłabym mu dać ,by nie był taki podejrzliwy ,jednak nie mogłam mu powiedzieć czegoś w stylu: "A no bo wiesz ,taki jeden stróż tu siedzi i mnie wkurza". Może to i było prawdziwie ,ale gdyby się głębiej nad tym zastanowić strasznie absurdalne ,a Eddie pewnie i tak by mi w to nie uwierzył.
Spoglądał na mnie podejrzliwie ,wciąż oczekując odpowiedzi.
- Bo salon jest nudy! - Wypaliłam ciągle nie wiedząc ,co powiedzieć.
- Jak ty możesz tak mówić?! - Oburzył się Alfie. Nie wiadomo skąd nagle pojawił się w kuchni ,a w tym momencie właśnie zmierzał w naszym kierunku. - Salon wcale nie jest nudy! To święte miejsce!
- A ja myślałem ,że mieszkasz w Domu Anubisa ,nie wiedziałem ,że już wylądowałaś w psychiatryku. - Rafael dosłownie wyrósł spod ziemi pomiędzy mną ,a Eddiem. Westchnęłam. Dlaczego musiał mi przypominać o swojej obecności ,kiedy już udało mi się o niej zapomnieć?
- Nie wydaję mi się. - Mruknęłam z grymasem na twarzy. Swoje słowa kierowałam bardziej do Rafaela ,ale Alfie i tak mi odpowiedział ,twierdząc ,że były do niego.
- Nie kwestionuj mojej wiary ,kobieto! - Wrzasnął wskazując na mnie palcem ,jakbym nie wiedziała ,ze mówi do mnie.
- Nie kwestionuję. - Zapewniłam ,jednak nie byłam tego taka pewna. - Chociaż w sumie...Ty wierzysz w istnienie kosmitów!
- No dom wariatów. - Skomentował Wayland usadawiając się na kanapie ,po czym zaczął przyglądać się nam z rozbawioną miną. Eddie natomiast wciąż stał obok mnie kurczowo trzymając moją rękę ,jak gdyby bał się ,że może mnie zgubić i patrzył to na mnie to na Alfie'go od czasu do czasu marszcząc czoło i mrużąc oczy. Zapewne zastanawiał się ,do czego jest nam potrzebna ta cała konwersacja ,szczerze mówiąc to ja sama nie wiedziałam.
- A ty nie?! - Wydarł się na cały dom.  Niepostrzeżenie do pokoju wszedł Nathan z pytającym spojrzeniem wymalowanym na jego twarzy.
- Co tu się dzieje? Co to za krzyki? - Zapytał.
- Alfie się tylko wścieka ,bo nie podzielam jego wiary w kosmitów. - Wytłumaczyłam. Otworzył szeroko oczy wpatrując się we mnie ,jakbym powiedziała coś niewłaściwego.
- Jak można nie wierzyć w kosmitów?! - Krzyknął dozorca łapiąc się za głowę ,po czym zaczął chodzić w tę i z powrotem po salonie.
- Następny debil do kolekcji! - Ucieszył się Rafael klaszcząc w dłonie z nieco przesadzonym entuzjazmem. Wywróciłam oczami ,powoli zaczynał irytować mnie każdy teraz obecny w tym pomieszczeniu ,no może każdy z wyjątkiem jednego.
- Pat ,ja się zaczynam ich bać. - Szepnął do mnie Miller ,przysuwając się nieco.
Zaśmiałam się cicho.
- Przecież to tylko para psychicznym głąbów. Nic wielkiego.
Na moje nieszczęście Nathan wraz z Alfie'm usłyszeli moją wypowiedź i natychmiast oderwali się od dyskusji ,którą własnie prowadzili - o kosmitach. Ten pierwszy przemówił:
- Odszczekaj to co powiedziałaś! - Rozkazał. - Albo inaczej od dzisiaj zacznę cię nazywać niewierzącą w kosmitów!
Prychnęłam.
- Ale się boję. - Zanim zdążył odpowiedzieć szarpnęłam Eddiego za rękę i wybiegliśmy z salonu. Blondyn dopiero teraz zaczął się śmiać.
- Czasami zapominam jacy oni obaj są świrnięci.
- Aż się zarazić można. - Stwierdziłam z uśmiechem na ustach.
- Dlatego najlepiej się oddalić.- Tym razem to on pociągnął mnie za rękę wprost do swojego pokoju, po czym zamknął drzwi na klucz. - Na wszelki wypadek ,gdyby jednak Nathan chciał się dalej z tobą kłócić.
- W sumie to myślę ,że by chciał. - Powiedziałam siadając na jego łóżko. - No wiesz ,brutalnie przerwałam tę kłótnie wychodząc z pokoju ,gdyż on miał zamiar coś powiedzieć. -Próbowałam być poważna ,ale na nic się to nie zdało. Po chwili wybuchnęłam śmiechem. Chłopak od razu do mnie dołączył.
- To co chcesz porobić? - Spytał ,kiedy już się nieco uspokoiliśmy. Wzruszyłam ramionami ,to pytanie zawsze dawało mi dużo do myślenia. Nigdy nie wiedziałam jak mu odpowiedzieć.
- Mi to obojętne.
Zastanowił się chwilę po czym podszedł do łóżka , usiadł opierając się o ramę i wzniósł oczy ku górze.
- Mam ochotę porozmawiać z Lily.
- No to rozmawiaj. - Zachęciłam przysuwając się do niego ,oparłam ręce na jego kolanach ,a głowę położyłam na piersi ,która unosiła się miarowo przy każdym jego oddechu. Serce biło w swoim własnym rytmie wydając z siebie cichy odgłos ,który mogłam słyszeć tylko ,kiedy byłam tak blisko niego i ,który w pewnej mierze przypominał mi odgłos bębna.  Wyczekując aż w końcu przemówi chwyciłam jego dłoń i splotłam nasze palce. Czułam ,że jego druga ręka powoli przeczesuje moje proste włosy. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Wciąż czekałam aż zacznie swoją "rozmowę" z sufitem ,lecz nic takiego nie nastąpiło.
W pewnym jednak momencie chłopak odchrząknął:
- Nie sądzisz ,że Lily mogłaby być trochę zazdrosna?
Zaśmiałam się cicho. Te jego dziwne poglądy...No dobra ,może i ja też miałam wymyślonych przyjaciół ,ale on? Nie mogłam się przyzwyczaić do faktu ,ze czasami jest równie szurnięty co ja.
- Lily to ściana, Eddie. - Odrzekłam.
- Oj tam ,oj tam. - Machnął ręką ,po czym znów wsadził ją w moje włosy. Zapadła cisza. Nie miałam już nic więcej do powiedzenia. Może i to milczenie by mi przeszkadzało ,ale wcale tak nie było. Mogłabym przesiadywać z nim godzinami ,nie odzywając się ,a to by mi się nie znudziło. Ważne było tylko to ,że po prostu był. Przy mnie. Blisko. W jego ramionach zapominałam o bożym świecie. Tak było i teraz. Sytuacja z moim bratem nie wracającym na noc do domu ,kompletnie wyleciała mi w tym momencie z głowy.
**Bella**

Drzewa kołysały się bezwładnie pod wpływem wiatru ,słońce świeciło słabo na błękitnym niebie wychodząc zza chmur ,ale mimo tego było zimno. Wcale się temu nie dziwiłam ,w końcu był środek jesieni. Obeszłam już wszystkie miejsca ,w którym miałam nadzieję ,że znajdę Masona. Na próżno. W parku nie było prawie w ogóle ludzi.  Ku mojemu zdziwieniu na ławce niedaleko zauważyłam mojego chłopaka. Czym prędzej do niego podeszłam.
- Cześć. - Przywitałam się.
- Cześć. Jutro cię gdzieś zabieram. - Oznajmił mi.
- Ale...
- Żadne ale ,jutro wychodzimy. Zrób się na bóstwo i czekaj w salonie.
Nie rozumiałam. Zachowywał się jak ...nie on. Jakby był kompletnie kimś innym.
- Ale gdzie ty w ogóle byłeś ? - Zdołałam zapytać. - Nie było cię od wczoraj.
- Byłem zajęty. - Odpowiedział.
- A powiesz mi chociaż czym?
Pokręcił głową ,a ja westchnęłam. Nie poznawałam go ,był dziwny. Dlaczego tak się zachowywał?
- No dobrze. To może ja już pójdę. - Powiedziałam wymijająco i szybkim krokiem zaczęłam iść w stronę domu.

**Eddie**

Rozległo się głośne pukanie do drzwi ,jeżeli tak to mogłem nazwać. Lecz po dłuższym zastanowieniu można było stwierdzić ,że to jednak walenie.
- Proszę. - Powiedziałem cicho. Nie chciałem obudzić Patrici ,ku mojemu zdziwieniu ani drgnęła. Zasnęła niedawno z głową położoną na moich kolanach.
Drzwi uchyliły się ,a do pokoju wszedł...mój ojciec.
- Eddie musimy natychmiast porozma... - Przerwał ,gdy nas zobaczył.
- Czy to nie może zaczekać? - Spytałem. - Zapewne chciałbyś rozmawiać w cztery oczy ,a nie chciałbym jej budzić ,kiepsko spała w nocy.
- A ty niby skąd to wiesz? - Zapytał składając ręce na piersi.
- Mówiła mi. - Skłamałem szybko. Nie chciałem by nabrał jakichkolwiek podejrzeń. - Too...czy ta rozmowa nie może zaczekać? Nie mówię ,że nie interesuje mnie o co chodzi ,ale jednak myślę ,że Pat powinna się w końcu wyspać.
- Jesteś zaślepiony. - Oskarżył mnie wyciągając palec w moją stronę. - Tak ci namieszała w głowię ,że już sam nie wiesz co pleciesz. - Chciałem mu przerwać ,ale mi nie pozwolił. - A ocen nie masz wcale lepszych!
- O co ci chodzi?! - Nie wytrzymałem i wrzasnąłem ,poczułem ,że Patricia się wzdrygnęła ,ale gdy na nią spojrzałem spała dalej. - Myślałem ,że ją lubisz.
- Lubiłem. - Przyznał. - Ale ona ma na ciebie zły wpływ!
Prychnąłem.
- Ja tak nie uważam. Oceny zawsze miałem złe.
- Nie chodzi mi teraz o oceny.
- To o co?!
- Podobno sypiacie ze sobą! - Wycedził przez zęby. Zatkało mnie.
- Skąd ty to wziąłeś? - Wyjąkałem zaskoczony. Patricia poruszyła się niespokojnie i podniosła głowę. Niestety obudził ją tymi swoimi krzykami.
- Co się dzieję? - Spytała przecierając oczy ręką.
- A może ty mi powiesz? - Zapytał ją Sweet.
Popatrzyła na niego przymrużając oczy i marszcząc czoło.
- O co panu chodzi?
- Masz zrobić test ciążowy! - Zażądał niemal wrzeszcząc. Wytrzeszczyła oczy i spojrzała na mnie z otwartymi ustami. Wzruszyłem ramionami bezradny.
- Nie uważasz ,że trochę przesadzasz? - Zabrałem głos. - Przecież my nic nie robimy ,znaczy nic co byłoby nieostrożne.
- Czyli mam rozumieć ,że się zabezpieczacie, tak?
- Tato! - Krzyknąłem poirytowany. Nie mogłem uwierzyć ,że robi mi aż taki wstyd ,jednak wiedziałem ,że prędzej czy później mogę się spodziewać takiej ,a nie innej rozmowy. Takie życie...
- Co tato?! Nie chcę ,żeby mój syn został ojcem w wieku 17 lat!
- I nie zostanie! - Odparłem takim samym tonem ,jakiego użył. Wiem ,że nie powinienem na niego krzyczeć ,ale zdenerwował mnie. - Mógłbyś już iść proszę? - Dodałem po chwili nieco spokojniej.
- Naprawdę nie ma się Pan o co martwić. - Powiedziała Patricia ,ku mojemu zdziwieniu była bardzo spokojna.
Eric wymamrotał jeszcze pod nosem coś kompletnie niezrozumiałego i wyszedł szybkim krokiem trzaskając drzwiami.
Odetchnąłem z ulgą i opadłem na łóżko. Pat spojrzała na mnie z góry z niewzruszoną miną.
- Było blisko.
- Na szczęście mój ojciec się aż tak bardzo nie narzuca.
- Ale skąd on wziął taki pomysł? - Zapytała.
- Nie mam zielonego pojęcia. - Odpowiedziałem. - Jedyne co wiem ,to to ,że przestał cię lubić.
- Nie zależy mi na tym. - Mruknęła cicho ,tak jakby mówiła do siebie i położyła się obok mnie.  - I nie będę się tym przejmować ,dopóki nie będzie próbował zbuntować cię przeciwko mnie.
- Po pierwsze ,nie myślę by miał zamiar tak zrobić ,a po drugie ,uważasz ,że bym go posłuchał?
Zastanowiła się przez chwilę zanim uzyskałem odpowiedź na to pytanie.
- Nie wiem ,ale jest twoim ojcem więc...
- Jeżeli uważasz ,że wybrał bym go zamiast ciebie ,to chyba naprawdę nie masz nawet małego pojęcia jakim uczuciem cię darzę.
Uśmiechnęła się i pochyliła by mnie pocałować ,jednak po chwili odsunęła się i spojrzała w miejsce obok drzwi mrużąc oczy jak jakiś drapieżnik mający zaraz rzucić się do ataku.
- Co jest? - Spytałem.
- Nie nic. - Odpowiedziała chłodno wciąż patrząc w to miejsce. Nie rozumiałem co jest tam takiego ciekawego ,ale nie wiedziałem też co powodowało u niej takie zachowanie ,w końcu to nie pierwszy raz dzisiejszego dnia ,kiedy zachowywała się dość dziwnie.


CDN...

Tak ,wiem ,wiem. część z Bellą i Masonem bez sensu,ale nie miałam na nią kompletnie pomysłu. Sorki...

A teraz sprawa ,chodzi o to ,że na następny rozdział przyjdzie wam czekać bardzo ,ale to bardzo długo...nie ja go piszę ,tylko moja współtwórczyni i napisała połowę ,ale teraz ma problem z kompem i nie może dokończyć więc ,dopiero jak będzie mogła to go dokończy i wstawi. Przepraszam za to w jej imieniu.

Zapraszam do zadawania pytań postacią (na wszystkie co były już odpowiedziałam) ,rzucajcie pomysłami ,chętnie je wykorzystam ,no i czekam również na pytania do mnie. :)

Co do Postaci ,to zaaktualizowałam zakładke z bohaterami i jest w niej teraz Rafael i Nathan ,zapraszam do odwiedzenia i Rafael jest już również dostępny w pytaniach do postaci. :)

Patricia Miller

18 komentarzy:

  1. super zajrzysz plissssss
    http://http://kochampeddie.blogspot.com/
    http://straconamilosc133.blogspot.com/
    skąd sweet wie :0

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadrobiłam xD. Wszystko ;D
    Tak, wiesz, że kocham Nathana :* Mój kchany dozorca :D A co z Marie? Pojechała już? Czy co? Nie rozumiem ;D
    Ojojojojo. Długo czekać? Szkoda *-*
    Do zobaczenia ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG
    Momentami o po prost nie mogłam powstrzymać śmiechu...
    Ciekawe z kąd Sweet wie o tym że Peddie ze sobą spało...?
    Czadowy rozdział, czadowy Rafik i dozorca...
    Dawaj nexta!
    Ploooose

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne.Uwielbiam twojego bloga.Zapraszm do mnie :) Może ci się spodoba: http://anubsibuna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. No nareszcie! Jak widzisz jakoś wytrzymałam :-D To jest genialne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział! Czy ty przypadkiem nie oglądałas darów anioła? ^^ Bo ten Rafael jest trochę tak jakby z tego filum :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział genialny !! Wiesz ? Ale ja i tak do końca pozostanę Forever Victoś pamiętaj :* No i wreszcie jest Rafik :D Wszystko genialnie ,idę dręczyć pytaniami Nathana buźka .

    OdpowiedzUsuń
  8. Ahahahaha! Pan Sweet rozbrajający xD

    OdpowiedzUsuń
  9. super
    a jak wstawić na bloga chat???????

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekam na next !!!! Super !!!!!!

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."