♥ Rozdział 40 ♥ "Idziemy oblać nasze zdygane związki."

**Patricia**

Siedziałam w salonie czytając książkę. Było sobotnie popołudnie więc prawie wszyscy gdzieś wybyli.
- Pat ,chcesz gdzieś iść z nami? - Zapytał Jerry ,który właśnie wszedł z Alfie'm do pokoju.
- Gdzie? - Podniosłam wzrok znad swojej lektury.
- Idziemy oblać nasze zdygane związki. - Odpowiedział na moje pytanie Alfred.
Zastanowiłam się przez chwilę ,a następnie wzruszyłam ramionami.
- Mogę iść. Czemu nie. - Odłożyłam rzecz na kanapę i wstałam.
- Super. - Ucieszył się ciemno skóry.
- Oto dowód dla ciebie. - Jerry podał mi dokument.
- Są tak zrobione ,że nikt nie kapnie się ,że są fałszywe. - Dodał ten drugi.
Kiwnęłam tylko głową i wyszliśmy.

Jerome zaprowadził nas do jakiegoś baru ,którego wcześniej raczej nie znałam.
- Zachowujcie się naturalnie. - Powiedział.
- AAA Kosmici!! - Krzyknął Alfie. Oboje posłaliśmy mu pytające spojrzenie.
- No co? - Zapytał. - Miało być naturalnie.
- Naturalnie to znaczy dorośle i bez żadnych wariactw. - Powiedziałam.
- Ach ,to sorry.
Jerry westchnął i poszedł przodem ,a my za nim. W środku było pełno ludzi i bardzo dużo hałasu. Usiedliśmy przy barze.  Po chwili podszedł do nas barman.
- Dzień dobry. - Przywitał się.
- Ja poproszę setkę czystej. - Powiedział Jerome nieco obniżonym głosem.
- Dla mnie to samo. - Odezwał się Alfie.
- A dla ślicznej pani co? - Zwrócił się do mnie z uwodzicielskim uśmiechem. - Coś mocniejszego czy  może słabszego? - Zapytał.
- Mocniejszego. - Odpowiedziałam.
- Jesteś pewna? Może ci w tej ślicznej główce trochę zakręcić.
- Ej ,to moja dziewczyna. - Alfie objął mnie ramieniem co mnie bardzo zaskoczyło. - Jest kosmitką i przyleciała z Wenus.  - Dodał.
- To twój chłopak? - Spytał zmieszany barman.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko przytaknęłam.
Facet natychmiast się opamiętał i odchrząknął.
- No dobrze ,to co będzie? Mocniejszy drink?
- Tak.
- To my usiądziemy. - Poinformował mężczyznę Jerome.
- Przyniosę wam wszystko do stolika. - Odparł.
Odeszliśmy od baru i podeszliśmy do stolika. Alfie wciąż mnie obejmował więc szturchnęłam go łokciem w brzuch.
- Moja dziewczyna? Kosmitka? Przyleciała z Wenus? Serio?
- No co? - Zapytał. - Flirtował z tobą ,a ja nie miałem lepszego pomysłu na to by przestał.
- Niech ci będzie. - Westchnęłam i usiadłam obok blondyna ,który był najwyraźniej bardzo rozbawiony sytuacją ,która tu miała miejsce.
Nie musieliśmy długo czekać ,a barman przyniósł nam nasze zamówienie. Co było dziwne w ogóle nie spytał czy jesteśmy pełnoletni i w ogóle  nie poprosił o dowody.
Jerry jednym zwinnym ruchem podniósł kieliszek i przechylił do ust,po czym z lekkim grymasem popił sokiem.
- Dobre? - Spytałam.
Kiwnął głową.
Alfie zdecydował ,że spróbuje jako drugi. Przechylił kieliszek równie szybko jak Jerome ,ale ,kiedy jego zawartość wylądowała w jego buzi otworzył szeroko oczy i wstając z krzesła zaczął skakać. Robił tak z pięć minut ,po czym usiadł.
- Stary ,co cie napadło? - Spytał Jerome marszcząc czoło.
- Mocne. - Wykrztusił pijąc sok.  - Teraz ty Trixie. - Zwrócił się do mnie.
Zawahałam się.
- Dasz radę. Ty masz drinka ,a my mieliśmy czystą. Twoje jest lepsze. - Uśmiechnął się do mnie blondyn.
Westchnęłam ciężko ,a następnie napiłam się. Nie było to takie złe. Wódka była wyczuwalna ,ale znośnie.
- I jak? - Spytał ciemno skóry.
- Spoko. - Odpowiedziałam.
I tak się zaczęło. Kiedy kończyliśmy pić to co mieliśmy Jerome zamawiał coraz to nowe porcje aż w końcu Alfie zaczął chwiać się na nogach ,a Jerome nie wiedział czy słup to dziewczyna czy też słup. Ze mną nie było jeszcze najgorzej ,tyle ,że dopiero się rozkręcaliśmy.

**Eddie**

Wracałem brzegiem lasu do domu z wieczornego spaceru. Od niedawna były one na porządku dziennym. Mogłem wtedy wyciszyć się i wszystko dokładnie przemyśleć.
Przechodziłem właśnie przez ogród ,kiedy dostrzegłem ,że na ławce siedzi Patricia. Z kimś rozmawiała tyle ,że ja tam nikogo nie widziałem. Nie zastanawiając się podszedłem do niej.
Tak jak myślałem nikogo tam nie było.
- Cześć. - Powiedziałem niepewnie. - Z kim rozmawiasz?
- O hej ,Edziu. - Uśmiechnęła się gdy na mnie spojrzała. - Z Thomasem. - Wskazała na kwiat.
- Rozmawiasz z kwiatem? - Spytałem zaskoczony.
Zaczęła się śmiać.
- Ale ty jesteś słodki Eddie. - Powiedziała. - No oczywiście ,że z kwiatem.
- Brałaś coś?
- Nie.
- Dziwnie się zachowujesz. - Powiedziałem powoli.
- Thomas! - Zwróciła się do czerwonej róży. - Czy ja się dziwnie zachowuje? - Poczekała na "odpowiedź" - Haha ,no oczywiście ,że nie.
Usiadłem obok niej.
- Jesteś pewna ,że dobrze się czujesz?
Znów zaczęła się śmiać.
- Jesteś strasznie zabawny ,wiesz o tym? - Przysunęła się do mnie.
- Co jest zabawnego w tym co mówię? - Zapytałem.
- Martwisz się o mnie. - Dotknęła mojego policzka uśmiechając się. - To słodkie i zabawne.  - Jej oczy były dziwnie maślane. Jakby była naćpana czy nawet upita. Przysunęła się do mnie i pocałowała. Jej oddech nie był taki jak zawsze. Raptownie się odsunąłem.
- Piłaś?
-Nie no co ty!Ja?Nigdy w życiu.
- Coś ci nie wierzę .  
-To uwierz. Dlaczego mi nie wierzysz?
-Może dlatego,że przed chwilą gadałaś z różą?
-A no właśnie.Przywitaj się z Thomasem.-Powiedziała podstawiając mi kwiat pod nos.
-Yyy, hej Thomas.-Powiedziałem niepewnie machając ręką.-A teraz na serio.Piłaś?  
-Ooo Eddie proszę cię nie zamartwiaj się tak o mnie.Nie masz powodu.Tylko trochę wypiłam,a ty od razu robisz wielkie halo.-Powiedziała z wyrzutem
-Dlaczego to zrobiłaś?-Spytałem.
 -Yyy no nie wiem,tak po prostu żeby było fajniej. Ej widzisz zebrę?
Ja się o nią zamartwiałem,a ona to najzwyczajniej w świecie olewała.
-Jaką zebrę?  
-No tamtą.Tam daleko-Odpowiedziała pokazując palcem na jeden z domów stojących niedaleko-Ooo,a tam jest żyrafa-Tym razem pokazała na wyższy budynek tuż obok.
-Dobra. Patricio ogarnij się!-Powiedziałem błagalnie.
-Haha,a po co?-Zaczęła się śmiać.-Ej patrz smok.-Czemu ona musi wyobrażać sobie zwierzęta w miejscu budynków?Nie było z nią dobrze.
-Dobra.Chodź-Powiedziałem i podałem jej rękę aby wstała z ławki.Ona wstała z niej i zaczęła się nieźle chwiać. Zanim zdążyłem się zorientować dziewczyna przewróciła się i leżała na ziemi.  
-Hej Eddie chodź zobacz jakie miękkie łóżko.-Powiedziała po czym znowu zaczęła się śmiać.Ja już powoli traciłem cierpliwość do niej.
Po jakiś 10 minutach dziewczyna stała obok mnie.Nadal się chwiała.Po chwili jednak dziewczyna wyminęła mnie.Odwróciłem się w stronę,w która się udała.Stała parę kroków dalej.
-Księżycu jak się nazywasz?-Spytała-Oo Luna.Piękne masz imię! Co robisz tam wysoko na niebie?-W tej chwili stwierdziłem, że aż boję się pomyśleć ile ona wypiła. - Ooo ja też bym chciała! - Krzyknęła i wyciągnęła ręce do góry, a potem zaczęła skakać w górę.
Skakała tak z pięć minut po czym przestała i spojrzała na mnie.
- Jednak nie umiem tam doskoczyć. - Powiedziała z grymasem na twarzy.
- A czego się spodziewałaś? - Spytałem rozbawiony.
Machnęła ręką.
- Idę odwiedzić moich przyjaciół. - Poinformowała i lekko się chwiejąc ruszyła w stronę dróżki, która wiodła przez las. Nie mogłem jej puścić samej więc poszedłem za nią. Po chwili skierowała się na cmentarz. Co jej chodziło po głowie?
- Witajcie. - Powiedziała ,stając na przeciwko pomników.  - Hej Ronald. - Pomachała do pomnika najbliżej niej. - Stęskniłam się za wami.
- Patricio? - Zacząłem.
- A tak to Eddie. - Wskazała na mnie. - Prawda, że słodki. - Spojrzała na pomnik. - Ronaldzie nie bądź zazdrosny.
- Dobra dosyć. - Straciłem cierpliwość. Podszedłem do niej i jednym zwinnym ruchem zarzuciłem ją sobie na ramię. - Wracamy do domu.
- Dobrze panie ładny. - Zaczęła się śmiać. Ruszyłem w stronę domu. - Żegnajcie mieszkańcy! - Krzyknęła, kiedy wyszedłem z cmentarza.

Kiedy doszedłem w domu świeciło już pustkami. Było już dobrze po szpilce więc wszyscy raczej byli w pokojach lub spali.
- A gdzie się wszyscy podziali? Robimy imprezkę! - Krzyknęła brunetka ,którą wciąż miałem na ramieniu.
- Ciii. - Uciszyłem ją.
Pomyślałem ,że nie będę jej niósł na górę i budził jej brata. Fabian wyjechał na weekend do swojego wuja więc pokój był wolny. Postanowiłem ,że dopóki nie wytrzeźwieje zostanie ze mną. Ostrożnie otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
- Ciekawa jestem czy Joy wybaczyła Jerremu. - Powiedziała moja pijana towarzyszka. - I jestem ciekawa gdzie jest Alfie ,bo jak wracaliśmy do zaginął w akcji.
- Piłaś z Alfie'm i Jerome'm? - Zapytałem zaskoczony i jednocześnie wściekły.
- A co? Już nie mogę napić się z przyjaciółmi? - Spytała z ironią. - Nie wiedziałam, że masz jednorożce w pokoju. - Zaśmiała się.
Położyłem ją na łóżko.
- Nie mam jednorożców.
- No jak to nie? A tamto to co? - Wskazała na lampę na suficie.
- Lampa ,moja droga. - Westchnąłem.
- Ale na niej jest jednorożec i na dodatek do mnie macha.
- Patricio mogłabyś się uspokoić? Ja idę się wykąpać ,a ty masz być grzeczna ,zrozumiano?
Pokiwała głową z uśmiechem i zasalutowała.
- Tak jest ,szefie.
- Dobrze... -  Wyszedłem z pokoju, a następnie poszedłem do łazienki. Szybko zrzuciłem z siebie ubranie i wziąłem gorący prysznic. To mnie zawsze odprężało. Mógłbym tak tam siedzieć wiekami ,ale usłyszałem muzykę ,która stopniowo pod głośniała się ,aż w końcu już mocniej nie można było. Wiedziałem jedno... kiedy Pat jest pijana nie zostawia jej się samej.
Wyszedłem spod prysznica i owinąłem się ręcznikiem ,po czym pobiegłem do pokoju wyłączyć ten jazgot. Miałem nadzieję ,że nikt jeszcze nie zdążył się obudzić.
- Co ty robisz?! - Zapytałem nieco pod głoszonym głosem.
-Imprezę, a co nie wolno? - Odpowiedziała z grymasem na twarzy.
- Nie, nie wolno o tej godzinie. Zrobisz sobie ją ,kiedy indziej ,okay?
- Dobra. - Uśmiechnęła się i zmierzyła mnie wzrokiem. - Seksowny jesteś wiesz ,Fred...Ed..emmm Freddie...kurde.
- Eddie ,a nie Freddie. - Poprawiłem ją.
- Ohh sorry ,ale Freddie to takie ładne imię...
- Tak ,tak... to ja idę się ubrać ,a ty niczego nie dotykaj ,dobra?
- Jasna sprawa ,ale niczego?
- Niczego. - Powiedziałem i zabierając ciuchy wyszedłem z pokoju by po chwili znów znaleźć się w łazience. Szybko wrzuciłem je na siebie i wróciłem do Pat. Siedziała na łóżku trzymając coś w ręce i mówiąc do tego.
Przewróciłem oczami ,ale zaciekawiony tym do czego gadała podszedłem i zapytałem:
- Co tam masz?
- To Lewis. - Pokazała mi kaktus ,który przeważnie stał na mojej szafce nocnej. - Wiesz ,że  jest milszy od Thomasa?
- Na prawdę? - Udałem zainteresowanego. Wyciągnąłem tabletki uspakajające z szafki i nalałem picia do szklanki.
- Tak. Polubiłam go. - Uśmiechnęła się.
- To super. - Podałem jej szklankę i tabletkę.
- Po co to? - Spytała odkładając kaktusa na miejsce i zabierając rzeczy ,które trzymałem w ręku.
- Napij się i zjedz to.
- Po co?
- Wtedy stanie się coś magicznego. - Postanowiłem bawić się z nią jak z małym dzieckiem. Z resztą tak się właśnie zachowywała.
- A to wypije. - Wrzuciła tabletkę do buzi i popiła sokiem.
Po kilku minutach nieco się uspokoiła. Byłem już strasznie zmęczony więc położyłem się obok niej na brzuchu. Ona sama leżała wpatrując się w sufit.
- Nic magicznego się nie stało. - Powiedziała z żalem w głosie.
- Pewnie stanie się jutro rano. Chodźmy już spać. - Zaproponowałem.
- Ale ja nie chcę spać. - Zrobiła obrażoną minę. - Chcę pojeździć na koniku.
- O tej godzinie?
- Tak. Pójdziesz ze mną? - Spytała robiąc minę szczeniaczka.
- Nie dzisiaj. Jest zbyt późno. Poza tym dobrze wiesz ,że nie pozwolę ci wsiąść na konia po tym co się stało..
- Ale ja tam bardzo tęsknię za Taurą! A ty wiesz ,że jesteś do niego podobny? - Pogłaskała mnie po włosach.
- Może i tak ,ale ja nie jestem koniem.
- Pewny jesteś? - Zaczęła się śmiać.
 -No raczej-Odpowiedziałem.
-Hmm,ale nadal uważam,że jesteś łudząco do niego podobny.
-Ja tak nie myślę.
-Ja i tak wiem swoje!-po tych słowach dziewczyna uwiesiła się na mnie.
-Ej no proszę.Ja chcę przeżyć tę noc.
Patricia w odpowiedzi znowu dostała napadu śmiechu i zaczęła się zabawiać.Zrobiła sobie ze mnie konia. Jak ja dopadnę Alfie'go i Jerom'a to po nich. Ile oni tam wypili?Ja tu cierpię przez nich, bo dorwała się do moich włosów i zaczęła mnie za nie ciągnąć.
-Zlituj się! To boli! - Poprosiłem.
-Hahaha mój koń gada! - Zakrzyknęła uradowana. Na szczęście nie krzyczała zbyt głośno.
-Ja nie jestem koniem. - Powiedziałem po czym westchnąłem. Osłabiało mnie już to wszystko.
-To gdzie jest mój koń? - Spytała dziewczyna robiąc smutną minę.
-Nie mam pojęcia. Uciekł, zgubił się, umarł.
-A tak go lubiłam... - Stwierdziła z żalem i zrobiła jeszcze smutniejszą minę.
-Ej jest noc.Proszę idź spać.
-Ooo jesteś taki słodki...Jest noc?Naprawdę.To może by tak pozbawiać się co?-Kiedy ten alkohol u licha przestanie działać?
-Nie.Noc jest od spania-Odpowiedziałem.
-Oj tam,oj tam-Odpowiedziała i rzuciła się na mnie przez co ja spadłem z łóżka.Po chwili zaczęła się śmiać.
- Przestań się śmiać ,tu nie ma nic śmiesznego. - Podniosłem lekko głos.  - Ogarnij się! - Krzyknąłem po chwili ,kiedy moje prośby nie działały. Puściły mi nerwy. Podniosłem się i na powrót położyłem na łóżku. Pat za to skuliła się pod ścianą z miną zbitego szczeniaczka. 
Patrzyła na mnie z przerażeniem.
- No co? - Spytałem.
- Jesteś straszny i ja już cię nie lubię. - Powiedziała z wyrzutem.
- A co ja takiego zrobiłem?
- Krzyczysz na mnie. - Z jej oczu pociekły łzy.
Westchnąwszy przysunąłem się do niej i przytuliłem.
- No już nie płacz. - Powiedziałem głaszcząc ją po głowie. - Nie chciałem na ciebie nakrzyczeć.
 -To dlaczego na mnie krzyczałeś?-Wyłkała.
-Nie wiem co mnie napadło.Przepraszam.-Powiedziałem.
-Wybaczam...Opowiesz mi coś?Chcę mi się spać-Odezwała się po dłuższym czasie.
-Yyy spoko...Ale co?
-Nie wiem.Cokolwiek.Może coś o nas...
-Nadal nie wiem o czym mam Ci opowiedzieć...
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią,a po chwili rozkazała mi opowiadać o tym jak się poznaliśmy.Chwilę później jednak zmieniła zdanie.
-Albo nie!Opowiedz mi bajkę o księżniczce,takiej,która ma kucyka i pięknego księcia-Zarządziła.
Czemu musiała dawać mi takie trudne zadania?Pomimo,że nawet nie wiedziałem jak ani o czym zacząłem opowiadać.Nie miało to ładu i składu,ale przynajmniej było w miarę normalnie,no normalnie biorąc pod uwagę to,że Pat była pijana...
-No i ta księżniczka...-strasznie głupio się czułem opowiadając jej historię o jakiejś księżniczce.Na szczęście ta opowieść została przerwana.
-Eddie?-Przerwała mi dziewczyna.Już prawie spała.
-Co?
-Kocham Cię-Powiedziała już na pół śpiąca.
Przez chwilę nic nie mówiłem.Zastanawiałem się czy mówi na serio czy się zgrywa.Stwierdziłem jednak,że mówi poważnie.
-Też Cię kocham. - Odpowiedziałem po chwili namysłu.
Pat uśmiechnęła się.
-Ej!A buziak to gdzie?-Spytała po chwili.
Pomyślałem,że i tak większości tego co dzisiaj robiła nie będzie pamiętać,więc pocałowałem ją.Odwzajemniła ten pocałunek z wielką namiętnością.Dopiero po dłuższej chwili oderwała się ode mnie ,ale oparła swoje czoło o moje.

- Tęskniłam za tym. - Szepnęła.
- Ja tez. 
- Może i jestem pijana i nie bardzo wszystko ogarniam. - Powiedziała po kilku sekundach ciszy. - Ale jedno wiem na pewno....
- Co takiego? - Spytałem wpatrując się w jej oczy.
- Mimo wszystko zawsze byłeś i zawsze będziesz najważniejszą osobą w moim życiu ,nie licząc Thomasa i Ronalda oczywiście. 
Zaśmiałem się. 
- Thomas to kwiat ,a Ronald to pomnik. 
Wzruszyła ramionami.
- I co z tego? Mam do nich sentymenty. 
Przejechałem opuszkami palców po jej zaróżowionym policzku. Pomimo jej stanu i świadomości ,że się upiła moje uczucia do niej się nie zmieniły. 
- Powinnaś już iść spać. 
- Pójdę. - Zgodziła się. - Ale posłużysz mi za poduszkę. 
- No dobra. - Położyłem się ,więc Pat zrobiła to samo. Kładąc głowę na moim ramieniu tuż obok szyi zamknęła oczy i westchnęła ciężko. 
Rozkoszowałem się ciepłem jakie od niej bije i jakiego nie było mi dane czuć od bardzo dawna. Nawet świadomość ,że nie jesteśmy razem nie zmniejszała ani trochę radości i zadowolenia jakie teraz czułem. 
Dziewczyna złapała skrawek mojej koszulki , po czym zacisnęła go w pięści jak gdyby bała się ,że gdzieś odejdę ,że ją zostawię  i jednocześnie chciała mnie przed tym zatrzymać. 
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła pierwsza. Szczęście ,że jutro jest niedziela i nie musimy iść do szkoły ,bo zdawałem sobie sprawę z tego jaka Pat będzie jak się obudzi. 
Zastanawiając się nad tym wszystkim poczułem ,że zaraz zasnę więc pocałowałem Pat w czoło i zamknąłem oczy ,a po chwili odleciałem. 

CDN...

Jak to wyraźnie inna chciała ,to dostaje swoje prawa autorskie :D Scenka z luną i kilka innych to jej pomysł :D Super mi się z tobą to pisało ,beka była jak cholera ;) 

Patricia Miller

11 komentarzy:

  1. Fajnieeee!!
    Pijana PAT -me gusta xD
    Och Pat szkoda ,że nie będziesz tego pamiętać ;(
    Czekam na next
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ubóstwiam Cię...
    Pisałaś go z Wyraźnie Inną ? Mówisz ,ze była beka...
    Bekę miałam ze scen z Lilly xd
    Eddie gadający z sufitem przebija wszystko co możliwe, powiem Ci... Ty to masz niezłe pomysły...
    Również podziwiam współautorkę tego rozdziału ,bo ten akurat wyszedł niesamowity. :-)
    Ehhh, przynajmniej najświętsza Dżoj nie chce rozwalić ich związku, wtedy bym wpadła z widłami i pochodniami . Tak właśnie... zamierzam tak wstąpić i odwiedzić Waldzia, niesamowitego twórcę trzeciego sezonu....
    Mam na myśli spalenie jego domu i pozostawienie za sobą śladu jak cała Samara Morgan z Ringu.. Te jej długie czarne włosy ,mrożą krew w żyłach. :)
    Przepraszam ,że mówię jak walnięta ,ale z całego serca go nienawidzę za stworzenie Dżeroj i zniszczenie Fejbiny, Amfie i Jary - która zdecydowanie mnie nie jara O.o :-) Trzeba być stanowczym i rozsądnym...
    Patricia i Eddie Forever! Masz tego nie zepsuć ,bo po drodze od Waldzia wpadnę do Ciebie z widłami, tylko z widłami, pochodni nie będzie ,chyba ,że tego chcesz :D... No... Taka jest sprawiedliwość ,pokręconych ludzi jak ja :)

    Amore :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadania piszesz. Wiesz ?
    Zapraszam na mojego nowego bloga:
    http://szablonow--swiat.blogspot.com/
    Zaobserwujesz.?

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ciekawy pomysł z pijaną Patricią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super choć mnie ciekawi co z Alfiem i Jeromem . :P

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."