♥ Rozdział 56 ♥ " Jak mogłeś mi to zrobić !? Nienawidzę cię!!"

**Patricia**

Trzymałam się daleko z tyłu całego tego towarzystwa ,kiedy szliśmy na bal. Dlaczego Amber nie mogła zrozumieć ,że nie mam ochoty na zabawę? Wolałabym zostać sama w domu. Kiedy oni byliby na balu ,ja mogłabym w końcu pobyć trochę sama. Tego teraz potrzebowałam. Samotności. Ale niestety nikt nie umiał tego zrozumieć ,nawet jak starałam się im to pokazać to i tak nie rozumieli. Niestety.



**Amber**

Na balu było cudownie!! Wszyscy się świetnie bawili. No można powiedzieć ,że prawie wszyscy.
Podeszłam do Patrici.
- I jak się bawisz? - Spytałam.
- Spoko. - Odpowiedziała obojętnie mieszając słomką poncz w szklance. Byłam pewna ,że wcale tak nie uważa.
- A tak na poważnie?
- Przecież wiesz ,że nie znoszę bali. Nie znoszę się bawić ,a co dopiero ,kiedy jestem w takiej sytuacji jak teraz. - Przeniosła wzrok ze szklani na mnie. - Czuje się tak jakby wszyscy tutaj świętowali wyjazd Eddiego.
- Ale przecież wiesz ,że to nie tak ,prawda?
- Tak ,wiem ,ale mimo to wciąż mam takie wrażenie.
Westchnęła ciężko.
Rozejrzałam się po sali ,na której wszyscy coś robili. Jedni byli przy bufecie ,gdzie zauważyłam Alfiego. Postanowiłam ,że zaraz do niego pójdę i wyciągnę go do tańca ,a nie się będzie obżerał. Przeniosłam swój wzrok na parkiet ,gdzie tańczyło wcale nie wiele par ,co mnie trochę zirytowało ,bo to był w końcu bal i każdy powinien szaleć na parkiecie ,a nie siedzieć przy stoliku ,obżerać się przy bufecie lub robić sobie pogaduchy o byle rzeczach.
Mój wzrok zatrzymał się na Jake'u ,który siedział sam w najdalszej części sali i przyglądał się innym ze smutnym wyrazem twarzy.
Coś mi wpadło do głowy.
- Idź do Jake'a. - Szturchnęłam zamyśloną Patricie w ramie.
- Hm? Coś mówiłaś? - Była zdezorientowana. Musiała się mocno za myśleć.
- Idź do Jake'a. - Powtórzyłam.
- Po co?
- No ,siedzi sam. Dotrzymaj mu towarzystwa. - Uśmiechnęłam się zachęcająco.
Zastanowiła się chwilę.
- Jeżeli pójdę to przestaniesz mi zawracać głowę? - Spytała.
- Obiecuję.
- No dobra. - Powiedziała z lekkim westchnięciem w głosie ,wstała i otrzepała trochę sukienkę.
- No idź. - Zachęciłam ją ,bo się wahała.
Poszła powolnym krokiem.
Ja natomiast przeniosłam wzrok na bufet z zamiarem namierzenia Alfiego ,ale o dziwo go tam nie było.
- No hej. - Usłyszałam wprost przy swoim uchu i aż odskoczyłam na bok.
- Alfie! - Krzyknęłam. - Nie rób tak więcej.
- Sorki ,nie chciałem cię wystraszyć.
Wyciągnęłam lusterko z torebki ,bo chciałam sobie jeszcze trochę poprawić makijaż i włosy.
Alfie natomiast oglądał dekoracje jakie zrobiłyśmy razem z dziewczynami. Składały się one głównie z książek ,był to pomysł Mary. Na początku uważałam go za nudny ,ale teraz jak tak na niego popatrzyłam to całkiem fajnie wyglądał.
- Czuje się tutaj jak w bibliotece. - Powiedział Alfie i podniósł jedną książkę.
Odwróciłam głowę i zmiażdżyłam go wzrokiem. Od razu ją odłożył.
Skończyłam poprawiać makijaż.
- Chodź zatańczymy. - Powiedziałam do Alfiego i pociągnęłam go za rękę na parkiet.
Miałam nadzieję ,że dzięki nam więcej osób dołączy do tańca.

**Mara**

Siedziałam przy stoliku i popijałam poncz rozmyślając jednocześnie o moim zadaniu domowym ,które powinnam robić w tej chwili. Został mi jeszcze tydzień na skończenie.
- Co tak tu sama siedzisz? - Spytała Joy przysiadając się do stolika.
- Myślę o zadaniu domowym.  - Odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Oj ,no weź. Jest bal. Nie myśl o zadaniu domowym tylko baw się. Zadanie zrobisz jutro.
- Ale ja się bawię przecież. - Powiedziałam i rozejrzałam się po sali.
- Widziałaś gdzieś Marcusa?
- Nie ,a ty Jeroma? - Od pory ,kiedy przyszliśmy na bal nie widziałam go ani przez chwilę. Jakby się rozpłynął.
- Też nie.
- Dziwne. - Zaczynałam się troszeczkę martwić.
- Taa dziwne. Nie mogę nigdzie znaleźć Marcusa.
- Może powinniśmy iść ich poszukać? - Spytałam.
- Dobry pomysł.
Pierwsze co zrobiłyśmy to sprawdziłyśmy całą sale ,ale nie było ani Jeroma ani Marcusa.
Następnie korytarz.
Zauważyłam Jeroma wychodzącego z toalety.... Nie wyglądał najlepiej. Trzymał się za brzuch.
- Jerome ,co ci jest? - Spytałam.
- Zjadłem za dużo ciasta. - Wykrztusił i wrócił biegiem z powrotem do toalety.
- To już wiesz gdzie jest Jerome. - Powiedziała Joy. - Idę poszukać Marcusa.


**Joy**

To było bardzo dziwne. Marcus obiecał ,że dzisiejszy wieczór spędzimy razem ,a tym czasem on jakby zniknął. Nie miałam pojęcia gdzie jest ,ani nie miałam pojęcia gdzie go szukać. Ale gdzieś musiałam. A co jeśli coś mu się stało? Strasznie się martwiłam.
Wypytałam wszystkich i nikt niestety go nie widział.
- Willow? Widziałaś Marcusa? - Willow była ostatnią osobą jaka mi została.
- Tak. - Odpowiedziała.
- Naprawdę? Gdzie jest?
- Ostatnim razem widziałam go na zewnątrz z jakąś dziewczyną ,ale nie wiem czy jeszcze tam jest. - Powiedziała obojętnie.
Z dziewczyną ?
- Dzięki Willow. - Powiedziałam i szybkim krokiem poszłam na zewnątrz. Właśnie się ściemniało. Trochę bałam się tak chodzić sama wśród drzew ,których było tutaj pełno ,ale nie miałam wyjścia. Musiałam znaleźć Marcusa i dowiedzieć się co to była za dziewczyna ,z którą Willow go widziała.
Zauważyłam dwie sylwetki obok wejścia do szkoły. Nie byłam pewna kto to więc podeszłam bliżej.
Nie mogłam uwierzyć. To był Marcus i jakaś dziewczyna ,której nie znam. Całowali się.
- Marcus!?
Oderwali się od siebie.
- Joy? To nie tak jak myślisz. Wytłumaczę ci. - Powiedział.
- Jak mogłeś mi to zrobić !? Nienawidzę cię!! - Krzyknęłam i uciekłam.


**Patricia**

- Mogę się dosiąść? - Spytałam ,kiedy podeszłam do Jake'a.
- Jasne. - Odpowiedział.
Usiadłam na przeciwko.
- No to...Co tam u ciebie? - Nie miałam pojęcia o czym mam z nim gadać.
- Wszystko okay. - Wcale na to nie wyglądało.
Denerwowało mnie to ,że za każdym razem był taki ostrożny i nieśmiały.
- Wcale ,że nie. Co jest?
- Nic. Wszystko jest dobrze. - Upierał się.

- A uśmiech gdzie? - Spytałam. Chciałam ,żeby w końcu pozbył się tego smutnego wyrazu twarzy.
Zaśmiał się i uśmiechnął.
- Tak lepiej. - Też się uśmiechnęłam ,chyba pierwszy raz od momentu w którym 'ktoś' ,nie chciałam wypowiadać tego imienia ,wyjechał.. Wydawał się teraz troszkę weselszy i mniej nieśmiały.
- Powiedz mi. Dlaczego jesteś taka dziwna. - Poprosił.
- Nie rozumiem.
- Jesteś zamknięta w sobie. - Stwierdził.
- Tak samo jak ty.
- No to może pora się poznać lepiej ?
- No dobra. - Zgodziłam się. - Od czego zaczynamy?
- Zaczniemy od przełamania lodów. - Wstał i podszedł do mnie.
 Nie wiedziałam o co mu chodzi.
Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Można prosić do tańca? - Spytał.
Zawahałam się. Nie wiedziałam czy się zgodzić czy nie ,ale postanowiłam ,że jednak się zgodzę.
- Można. - Odpowiedziałam po chwili i chwyciłam jego dłoń.
Po chwili dołączyliśmy do Amber i Alfiego ,którzy szaleli na parkiecie.
Amber się do mnie uśmiechnęła.
Nie był to ani wolny ani szybki taniec. Dobrze się bawiliśmy. W końcu się trochę rozerwałam.
Nie wiem co to było ,ale przy Jake'u dobrze się czułam i wiedziałam ,że on sam w końcu jest sobą. Zupełnie inny chłopak niż do tych czas.

Następna piosenka była wolna. Mimo to nie zeszliśmy z parkietu zbyt dobrze się bawiliśmy. Zarzuciłam mu ręce na ramiona tak jak wypadało przy wolnym tańcu ,a on objął mnie w tali.
Rozejrzałam się dookoła. Na parkiet dołączyli Bella i Mason oraz Nina i Fabian. Alfie i Amber też nie zeszli. Przytulali się tuż obok nas.
- No to teraz pogadajmy. - Zaproponował Jake. Kołysaliśmy się powoli w rytm muzyki.
- Jesteś z Ameryki? - Spytałam.
- Tak. Powinnaś to już wiedzieć.
- Akcent cię nie zdradza. - Zaśmiałam się. - Czuje się tak jakbym gadała z kimś z Anglii.
- Może dlatego ,że jak byłem mały to tu mieszkałem razem z tatą ,ale on zginął w wypadku i musiałem pojechać do Ameryki do mamy.
- Dlaczego tutaj przyjechałeś? - Spytałam.
- Moja mama ma raka i jest z nią coraz gorzej. Nie chciała ,żebym ją oglądał taką. - Odpowiedział i na chwilę zapadła cisza. - A co z twoimi rodzicami?
Zawahałam się na chwilę zanim mu odpowiedziałam.
- Moim rodzice nie żyją. Nie chcę o tym rozmawiać. - Spuściłam wzrok.
- Przepraszam ,nie powinienem pytać...
- W porządku. Nie wiedziałeś.
Spojrzałam za niego i mój wzrok przykuła moja zapłakana była przyjaciółka - Joy.
- Jake muszę cię na chwilę przeprosić. - Powiedziałam. - Coś jest nie tak z Joy.
- Nie pamiętam jeszcze dobrze wszystkich imion ,ale spoko. Idź.
- Dzięki.
Podbiegłam do Joy. Była bliska łez.

Sorki ,że nie pisałam długo ,a tak dokładnie całe dwa dni o ile się nie mylę. Ale jestem.

Ubolewam TDA ,biedna Pat jest grzesznikiem  i wgl....

Przepraszam was bardzo ,ale teraz do puki nie nadrobię prac domowych nie będę pisać tak często. Jestem w najwyższej klasie w szkole i zadają tam tyle pracy domowej ,że wam mówię..... No i jeszcze to ,że mam lenia do pisania. Po prostu mi się nie chcę. Czyli to już dwa powody. 

Dzisiejszy rozdział jak widać jest bardzo ,bardzo długi i beznadziejny chyba się zgodzicie ,co?
Oczywiście nie będą one zawsze takie ,ale czasami na pewno. Jak myślicie ,jak rozwinie się dalej akcja z Joy i Marcusem oraz relacja Patrici i Jake'a?

Patricia Miller

12 komentarzy:

  1. Super!!!
    Myślę że Joy i Marcus zerwą ze sobą,a co do Patricii i Jake'a to nwm,ale mam nadzieję że on nie zastąpi u cb w opowiadaniu Eddie'go!

    OdpowiedzUsuń
  2. super tak masz rację gaduła jest biedna że jest grzecznkiem ,nie lubię tej ycker ogólnie z 3 sezonu

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Napewno nie chcesz wrócić do pisania ? /Rebecka

      Usuń
  4. Jak mówiłam miał byc limitowany kom. no to okej będzie po 1. to musimy Ci wybic tego lenia z głowy : D po drygie tez tak mam masakra z ta praca domowa i jescZze pod koniec ... grrr... i nie zgadzam sie z toba ! opowiadanie jest boskiee jak zwykle4 zresztaaa <3333 ubustwiam te twoje opowiadnai : D

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny ;) Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale było dużo do czytania,super odcinki,bardzo mi się podobało/BB

    OdpowiedzUsuń
  7. rozdział Ok ale Pat i Jae'a no nie jestem za bo Eddie i Pat są tacy Swwet

    OdpowiedzUsuń
  8. jak oni bd razem to sie zabije '-,- bie mg eddue wracaj <3

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."